Karta kredytowa wciąż jeszcze wielu kojarzy się z luksusem. Kto mógł pozwolić sobie na kartę, inaczej traktowany był w sklepach i inaczej patrzyli na niego znajomi. Zapominano, że plastikowa płytka to nic więcej jak synonim przede wszystkim długów i odroczonych płatności. By nie powiedzieć: widmo szybkimi krokami zbliżającego się bankructwa. Dlaczego? Skąd tak negatywne opinie, jeżeli karta kredytowa to przecież wielkie ułatwienie dla osób, którym nie chce się czekać „do pierwszego”?
Czarna sława kart kredytowych wiąże się przede wszystkim z hipotetyczną pułapką kredytową, a więc sytuacją, w wyniku której potrzeba zaciągnąć jeden kredyt na spłatę drugiego. Błędne koło szybko się zamyka, dłużnik zaś staje się niewypłacalny. Rozwiązaniem może być wówczas konsolidacja kredytu, ale o to również niełatwo. Zjawisko to – jakkolwiek bardzo powszechne za Oceanem – w Polsce wciąż jeszcze należy do rzadkości. I stąd też wszystkie ostrzeżenia przed kartami kredytowymi, które to bowiem stwarzają jedynie pozory dobrobytu i ułatwiają utratę kontroli nad własnymi finansami. Nie znaczy to, rzecz oczywista, iż karty kredytowe to „samo zło”, które spalić należy w piecu. W wielu przypadkach bywają bardzo pomocne, tak czy inaczej jednak należy posługiwać się nimi bardzo ostrożnie. Jeden zakup za wiele może okazać się gwoździem do finansowej trumny, zaś wizja komornika i eksmisji – w kraju o tak wspaniale rozwiniętym zapleczu socjalnym i pomocy społecznej – nie przedstawia się kusząco.